Przypominam o szczęściu. Kilka słów o książce Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej „Buty szczęścia”

butyszcz

Niewielka, niepozorna książka wpadła mi w ręce przy okazji ostatniej wizyty w bibliotece. Pomyślałam, że sobie przejrzę tak na szybko i oddam. Przejrzałam, nawet przeczytałam i urzekła mnie prostota i moc dobrej energii tej książki. 

Książka z kaktusem na okładce to zbiór prostych przepisów na udane życie czyli na SZCZĘŚCIE. Warto po nią sięgnąć w gorszych chwilach, jeśli jesteśmy zagubieni i nie wiemy już o co tak naprawdę w naszym życiu chodzi. Czyta się ją szybko ale przekaz zostaje na długo i zmusza do refleksji. Pisałam już o tej książce na Facebooku, wrzucałam cytaty ale naprawdę polecam przeczytać ją w całości.

„Buty szczęścia” składają się z 4 cześci:

• Co możemy zrobić dla siebie;

• Co możemy zrobić dla naszego związku;

• Co możemy zrobić dla innych;

• Czego nie powinniśmy robić.

Oczywiście nie ma tam gotowych receptur na szczęście i szybkich rozwiązań. Jest refleksja i jeszcze raz refleksja nad zwyczajnym życiem przeplatana dużym poczuciem humoru. Najwięcej jest zwracania uwagi i przypominania o sile pozytywnego myślenia, dzięki której można poradzić sobie z przeciwnościami. Mogę nazwać tę książkę „drogowskazem”, który prowadzi w głąb samego siebie i pomaga zrozumieć mechanizmy, które nami kierują bez jakiegoś zbędnego, napuszonego naukowego słownictwa i pustych frazesów. Nie znałam wcześniej żadnego tytułu ze zbiorów Pani Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej ale szczerze zachęcona jestem żeby to zmienić. Naprawdę jeszcze raz polecam jakiś spokojny wieczór spędzić sobie z tą książką i zrobić taki mały rachunek sumienia, zapytać siebie czy naprawdę o siebie dbamy tak jak powinniśmy i czy nie przejmujemy się za bardzo tym, na co wpływu nie mamy. Warto sobie od czasu do czasu przypominać o tym, że istnieje coś takiego jak pozytywne myślenie, dobro, optymizm i szczerość. Takie właśnie odczucia mam po lekturze.

Dobry egoizm?

rower

 Zawsze myślałam, że egoistyczny znaczy zły ale odkąd „grzebię”
w psychologicznych i rozwojowych artykułach zmieniam sposób myślenia na ten temat. Egoizm może być pozytywny. To znaczy, że można czuć się dobrze z egoizmem, który nikogo nie krzywdzi.

  Większość z nas została wychowana w przeświadczeniu, że w życiu przede wszystkim trzeba kierować się dobrem innych. „Ja” jest zawsze na ostatnim miejscu. Myślę, że nie ma nic złego
w pomaganiu innym, zwłaszcza jeśli to sprawia nam przyjemność ale trzeba też nauczyć się odmawiać bez poczucia winy i omijać szerokim łukiem „wykorzystywaczy”.

  To ostatnie zajęło mi wiele lat i nie wiem jeszcze czy do końca się tego nauczyłam.
Wybicie sobie z głowy tego „kozła ofiarnego” jest bardzo trudne. Przecież byłam tak uczona od dziecka. Nadal bardzo lubię pomagać innym ludziom i robię to z satysfakcją ale uczę się mówić „nie”, gdy wcale nie mam na coś ochoty i stawiam siebie bardziej w centrum.

  Gdzieś przeczytałam (nie pamiętam gdzie), że aby pomagać innym, trzeba zadbać najpierw
o siebie: o swój wygląd, dobre samopoczucie, zdrowie i intelekt. Czyli trzeba się rozwijać, inwestować w siebie, jakby kumulować energię aby móc ją później przekazać komuś innemu w razie potrzeby. Bardzo fajnie jest też być potrzebnym ale nie można dawać się wykorzystywać.

Dobry albo pozytywny egoizm jest więc połączeniem asertywności z pozytywnym nastawieniem do siebie i świata oraz przede wszystkim nastawieniem na rozwój trzech najważniejszych aspektów dotyczących naszej osoby:

  • Dbanie o ciało, zdrowie i wygląd
  • Dbanie o intelekt, nauka nowych rzeczy
  • Dbanie o duchowość

daisy-747405_1280

Kluczem jest dbanie o siebie, dążenie do równowagi i pozwolenie na to samo innym ludziom.

  To wszystko może się wydawać proste ale takie nie jest. Każdy z nas ma jakieś zobowiązania, jest uwikłany w wiele spraw i zdarzeń, kiedy aż głupio jest odmówić. Jednak myślę, że trzeba próbować i tak właśnie robię. Odkąd stawiam siebie w centrum, moje życie zmieniło się na lepsze. Mniej narzekam, częściej chodzę uśmiechnięta i przede wszystkim lepiej się czuję sama ze sobą. Pomoc innym bez przymusu naprawdę sprawia mi przyjemność. JA NIC NIE MUSZĘ – CHCĘ. To jest magiczne słowo, które zawsze dodaje mi energii.

  Jest jeszcze zła wiadomość w tych wszystkich pozytywach. Twoi bliscy nie zareagują raczej aplauzem na zmiany, które zaczniesz wprowadzać w swoim życiu. Będą patrzeć na Ciebie jak na kosmitę i okazywać swoje niezadowolenie i wcale nie będzie łatwo. Mogą nazywać Cię nawet złym człowiekiem, mogą się od Ciebie odwrócić ale na koniec i tak wszystko powinno się unormować. Zostaną przy Tobie ludzie, o których naprawdę można się troszczyć i warto. Będzie mniej zmęczenia i nerwów a więcej czasu dla siebie, wolność i radość. Będzie też spokój – taki wypływający ze środka Ciebie.

mewa

 Piszę z własnego doświadczenia i życzę Ci tego wszystkiego z całego serducha! Mam nadzieję, że to stawianie granic, asertywność i dbanie o siebie będzie szło mi coraz lepiej, tak jak i Tobie.

W czerwcu się poruszam

FB_IMG_1496037573233

Za trzy dni na Facebooku zaczyna się akcja Czerwiec w ruchu. To doskonała okazja żeby zrobić coś dla siebie. Nieważne czy chcesz schudnąć czy masz trochę więcej wolnego czasu i chcesz skorzystać z ładnej pogody.

Można dołączyć do grupy osób, które będą siebie wzajemnie motywować i udostępniać swoje wyniki. Wszystko ułatwi specjalnie przygotowany kalendarz.

Myślę, że to fajna inicjatywa dla osób ze słomianym zapałem, takich jak ja ale nie tylko. W poruszaniu się jest pełna dowolność, co każdy sobie wymyśli. Ja będę częściej wychodzić na spacery i może wreszcie odpalę Endomondo ;). Moim celem jest wrócenie do biegania a dobrze mieć przed sobą cel w każdym przedsięwzięciu.

Do zobaczenia na Grupie w dobrych humorach!

A tutaj kalendarz do #czerwiecWRuchu

Podejmujesz wyzwanie razem ze mną?

FB_IMG_1496037463272

Kryzys i wypalenie zawodowe

Czy dopadło mnie wypalenie zawodowe?

A może to depresja?

frog-1339892_1280Mam dość, naprawdę nie lubię mojej pracy i już nie chcę tam chodzić od poniedziałku do piątku.

Nie lubię swojej pracy już od bardzo dawna. Rano ledwo wstaje z łóżka. Później jest już tylko gorzej.

Kawa, papieros, pełen automatyzm, prawie żadnego myślenia. Gonią mnie daty i limity. Popełniam błędy, jestem nerwowa a na koniec już po prostu mi się nie chce. Biuro straszy procedurami ale podwyżek znowu nie będzie więc po pracy znowu będę musiała iść do pracy żeby dorobić. Pani z biura sprząta mieszkania i tego też ma już serdecznie dość.

A za oknem maj, wiosna w pełni i coraz częściej myślę o tym, że chciałabym robić zupełnie coś innego. Może wyprowadziłabym się na wieś, nauczyła się czegoś nowego? Nie mam pojęcia co chcę robić i też chyba niewiele umiem. Chciałabym po prostu uciec z tej fabryki albo jak kto woli korporacji. Wiem, że ta praca nie jest taka zła. Pensja jest co miesiąc a ja siedzę przy biurku i nie zabieram papierów do domu. Czy to już jest szczyt lenistwa? Jak inni ludzie daj ą sobie radę?

pracaPodobno wypalenie zawodowe jest już nazywane chorobą cywilizacyjną XXI wieku.
Stres powoduje zmęczenie i apatię a potem to już jest właściwie wszystko jedno i weekendy są za krótkie żeby naładować baterie. Stresujemy się pracą, która nie daje efektów i nie pozwala przeżyć godnie do końca miesiąca. Znowu trzeba sobie wszystkiego odmawiać żeby opłacić rachunki i tak się toczy to bezsensowne koło. Ilu jest u mnie w pracy wypalonych ludzi? Myślę, że całkiem sporo sądząc po nerwowym zachowaniu i wylewaniu „gorzkich żali”. Narzekanie jest najgorsze. Gdzieś podświadomie to wszystko zapisuje się w pamięci i zniechęca jeszcze bardziej. Ludzie biorą antydepresanty ale przecież to pomaga tylko na chwilę i nie rozwiązuje problemu.

Zawsze byłam ciekawa ludzi, którzy rzucają wszystko i wyjeżdżają w Bieszczady, na Kaszuby albo na Majorkę. Czy tak naprawdę się im udaje? I czy ja bym się odważyła na coś tak radykalnego? Może kiedyś się przekonam. Na razie piszę tutaj i staram się nie zwariować. Właśnie tak – nie zwariować. Próbuję dbać o siebie i wprowadzać małe zmiany. Marzy mi się proste życie, wręcz minimalizm i na moje nieszczęście albo szczęście – niezależność.

people-852427_1280Nie chcę mieć super apartamentu na kredyt ani drogiego samochodu. Nie muszę nosić markowych ciuchów i jeść w wykwintnych restauracjach. Chcę tylko wstać rano i cieszyć się życiem, mieć cel, robić to co lubię. Teraz przez długi czas będę zastanawiać się co to jest.

Czasem czytam porady o tym jak zapobiegać wypaleniu zawodowemu. Serio? Większość z tych rzeczy robię. Ostatnio nawet o tym pisałam tutaj. Nie poddaję się bo wiem, że od razu wszystkiego nie zmienię ale jestem ciekawa czy Wy też odczuwacie coś co nazywa się wypaleniem zawodowym? I jak sobie z tym radzicie?