Dobry egoizm?

rower

 Zawsze myślałam, że egoistyczny znaczy zły ale odkąd „grzebię”
w psychologicznych i rozwojowych artykułach zmieniam sposób myślenia na ten temat. Egoizm może być pozytywny. To znaczy, że można czuć się dobrze z egoizmem, który nikogo nie krzywdzi.

  Większość z nas została wychowana w przeświadczeniu, że w życiu przede wszystkim trzeba kierować się dobrem innych. „Ja” jest zawsze na ostatnim miejscu. Myślę, że nie ma nic złego
w pomaganiu innym, zwłaszcza jeśli to sprawia nam przyjemność ale trzeba też nauczyć się odmawiać bez poczucia winy i omijać szerokim łukiem „wykorzystywaczy”.

  To ostatnie zajęło mi wiele lat i nie wiem jeszcze czy do końca się tego nauczyłam.
Wybicie sobie z głowy tego „kozła ofiarnego” jest bardzo trudne. Przecież byłam tak uczona od dziecka. Nadal bardzo lubię pomagać innym ludziom i robię to z satysfakcją ale uczę się mówić „nie”, gdy wcale nie mam na coś ochoty i stawiam siebie bardziej w centrum.

  Gdzieś przeczytałam (nie pamiętam gdzie), że aby pomagać innym, trzeba zadbać najpierw
o siebie: o swój wygląd, dobre samopoczucie, zdrowie i intelekt. Czyli trzeba się rozwijać, inwestować w siebie, jakby kumulować energię aby móc ją później przekazać komuś innemu w razie potrzeby. Bardzo fajnie jest też być potrzebnym ale nie można dawać się wykorzystywać.

Dobry albo pozytywny egoizm jest więc połączeniem asertywności z pozytywnym nastawieniem do siebie i świata oraz przede wszystkim nastawieniem na rozwój trzech najważniejszych aspektów dotyczących naszej osoby:

  • Dbanie o ciało, zdrowie i wygląd
  • Dbanie o intelekt, nauka nowych rzeczy
  • Dbanie o duchowość

daisy-747405_1280

Kluczem jest dbanie o siebie, dążenie do równowagi i pozwolenie na to samo innym ludziom.

  To wszystko może się wydawać proste ale takie nie jest. Każdy z nas ma jakieś zobowiązania, jest uwikłany w wiele spraw i zdarzeń, kiedy aż głupio jest odmówić. Jednak myślę, że trzeba próbować i tak właśnie robię. Odkąd stawiam siebie w centrum, moje życie zmieniło się na lepsze. Mniej narzekam, częściej chodzę uśmiechnięta i przede wszystkim lepiej się czuję sama ze sobą. Pomoc innym bez przymusu naprawdę sprawia mi przyjemność. JA NIC NIE MUSZĘ – CHCĘ. To jest magiczne słowo, które zawsze dodaje mi energii.

  Jest jeszcze zła wiadomość w tych wszystkich pozytywach. Twoi bliscy nie zareagują raczej aplauzem na zmiany, które zaczniesz wprowadzać w swoim życiu. Będą patrzeć na Ciebie jak na kosmitę i okazywać swoje niezadowolenie i wcale nie będzie łatwo. Mogą nazywać Cię nawet złym człowiekiem, mogą się od Ciebie odwrócić ale na koniec i tak wszystko powinno się unormować. Zostaną przy Tobie ludzie, o których naprawdę można się troszczyć i warto. Będzie mniej zmęczenia i nerwów a więcej czasu dla siebie, wolność i radość. Będzie też spokój – taki wypływający ze środka Ciebie.

mewa

 Piszę z własnego doświadczenia i życzę Ci tego wszystkiego z całego serducha! Mam nadzieję, że to stawianie granic, asertywność i dbanie o siebie będzie szło mi coraz lepiej, tak jak i Tobie.

W czerwcu się poruszam

FB_IMG_1496037573233

Za trzy dni na Facebooku zaczyna się akcja Czerwiec w ruchu. To doskonała okazja żeby zrobić coś dla siebie. Nieważne czy chcesz schudnąć czy masz trochę więcej wolnego czasu i chcesz skorzystać z ładnej pogody.

Można dołączyć do grupy osób, które będą siebie wzajemnie motywować i udostępniać swoje wyniki. Wszystko ułatwi specjalnie przygotowany kalendarz.

Myślę, że to fajna inicjatywa dla osób ze słomianym zapałem, takich jak ja ale nie tylko. W poruszaniu się jest pełna dowolność, co każdy sobie wymyśli. Ja będę częściej wychodzić na spacery i może wreszcie odpalę Endomondo ;). Moim celem jest wrócenie do biegania a dobrze mieć przed sobą cel w każdym przedsięwzięciu.

Do zobaczenia na Grupie w dobrych humorach!

A tutaj kalendarz do #czerwiecWRuchu

Podejmujesz wyzwanie razem ze mną?

FB_IMG_1496037463272

Kryzys i wypalenie zawodowe

Czy dopadło mnie wypalenie zawodowe?

A może to depresja?

frog-1339892_1280Mam dość, naprawdę nie lubię mojej pracy i już nie chcę tam chodzić od poniedziałku do piątku.

Nie lubię swojej pracy już od bardzo dawna. Rano ledwo wstaje z łóżka. Później jest już tylko gorzej.

Kawa, papieros, pełen automatyzm, prawie żadnego myślenia. Gonią mnie daty i limity. Popełniam błędy, jestem nerwowa a na koniec już po prostu mi się nie chce. Biuro straszy procedurami ale podwyżek znowu nie będzie więc po pracy znowu będę musiała iść do pracy żeby dorobić. Pani z biura sprząta mieszkania i tego też ma już serdecznie dość.

A za oknem maj, wiosna w pełni i coraz częściej myślę o tym, że chciałabym robić zupełnie coś innego. Może wyprowadziłabym się na wieś, nauczyła się czegoś nowego? Nie mam pojęcia co chcę robić i też chyba niewiele umiem. Chciałabym po prostu uciec z tej fabryki albo jak kto woli korporacji. Wiem, że ta praca nie jest taka zła. Pensja jest co miesiąc a ja siedzę przy biurku i nie zabieram papierów do domu. Czy to już jest szczyt lenistwa? Jak inni ludzie daj ą sobie radę?

pracaPodobno wypalenie zawodowe jest już nazywane chorobą cywilizacyjną XXI wieku.
Stres powoduje zmęczenie i apatię a potem to już jest właściwie wszystko jedno i weekendy są za krótkie żeby naładować baterie. Stresujemy się pracą, która nie daje efektów i nie pozwala przeżyć godnie do końca miesiąca. Znowu trzeba sobie wszystkiego odmawiać żeby opłacić rachunki i tak się toczy to bezsensowne koło. Ilu jest u mnie w pracy wypalonych ludzi? Myślę, że całkiem sporo sądząc po nerwowym zachowaniu i wylewaniu „gorzkich żali”. Narzekanie jest najgorsze. Gdzieś podświadomie to wszystko zapisuje się w pamięci i zniechęca jeszcze bardziej. Ludzie biorą antydepresanty ale przecież to pomaga tylko na chwilę i nie rozwiązuje problemu.

Zawsze byłam ciekawa ludzi, którzy rzucają wszystko i wyjeżdżają w Bieszczady, na Kaszuby albo na Majorkę. Czy tak naprawdę się im udaje? I czy ja bym się odważyła na coś tak radykalnego? Może kiedyś się przekonam. Na razie piszę tutaj i staram się nie zwariować. Właśnie tak – nie zwariować. Próbuję dbać o siebie i wprowadzać małe zmiany. Marzy mi się proste życie, wręcz minimalizm i na moje nieszczęście albo szczęście – niezależność.

people-852427_1280Nie chcę mieć super apartamentu na kredyt ani drogiego samochodu. Nie muszę nosić markowych ciuchów i jeść w wykwintnych restauracjach. Chcę tylko wstać rano i cieszyć się życiem, mieć cel, robić to co lubię. Teraz przez długi czas będę zastanawiać się co to jest.

Czasem czytam porady o tym jak zapobiegać wypaleniu zawodowemu. Serio? Większość z tych rzeczy robię. Ostatnio nawet o tym pisałam tutaj. Nie poddaję się bo wiem, że od razu wszystkiego nie zmienię ale jestem ciekawa czy Wy też odczuwacie coś co nazywa się wypaleniem zawodowym? I jak sobie z tym radzicie?

Wolne obroty i zły dzień

Nie zawsze jest optymistycznie i nie można się ciągle uśmiechać.

Wiecie co? Miałam ostatnio naprawdę zły dzień, taki, kiedy wszystko jest nie tak. Autobus nie przyjeżdża, tramwaj jedzie tak wolno, że spóźniam się do pracy a tam nic nie działa tak jak powinno i mam ochotę krzyczeć i mordować jednocześnie. Miałam paskudny dzień zniechęcenia i złości i chciałam żeby jak najszybciej się skończył.

I skończył się bo przecież nic nie trwa wiecznie ale wcześniej pozwoliłam sobie na małe rozpieszczanie i ustępstwa czyli dużą ilość czekolady i lodów na co od dawna miałam ochotę a niekoniecznie powinnam bo przecież staram się żyć bardziej zdrowo.

Dzień skończył się tak, że poszłam na długi spacer po Starym Mieście a tam znowu lody i piwo na świeżym powietrzu i zero zamartwiania się o cokolwiek. Dostałam jeszcze bukiet moich ulubionych wiosennych kwiatów bzu i już nie mogło być źle.

Taki właśnie miałam piątek. Cieszyłam się jak dziecko, że pozwoliłam sobie na to wszystko i mimo całego zniechęcenia dałam radę wyjść i zrobić dla siebie coś fajnego zamiast pójść spać w złym humorze. Takie chwile zostają w pamięci i lubię je kolekcjonować, przypominać.

Muszę pamiętać o tym, że nawet jeśli wszystko idzie nie tak, to tylko chwila i zaraz wszystko się odwróci.

I znowu noce są krótsze
I co raz więcej dnia
A nasze ciała są chudsze
A w nich jest więcej nas


Spróbuj sobie odpuścić

Spróbuj sobie odpuścić. Tak po prostu i nie miej żadnych wyrzutów sumienia.

stop-634941_1280Dążenie do celu za wszelką cenę jest w modzie. Pogoń za kasą, awansem i brak czasu. Ciągle słyszę, że tylko kasa, kasa, kasa. Czasem mi się wydaje, że jesteśmy jak te chomiki w kołowrotku i za chwilę po kolei zaczniemy padać na zawał serca. Trochę katastrofalna wizja. Na szczęście jest jeszcze druga strona medalu – są ludzie, którzy potrafią sobie odpuścić, żeby potem ze zdwojoną siłą i lepszym nastawieniem zabrać się z powrotem do pracy.

Odpuścić wcale nie znaczy poddać się. Myślę, że czasem trzeba po prostu się zatrzymać
i spojrzeć na to, co nas otacza z dystansu. Staram się stosować tę metodę i jestem spokojniejsza. Nie zawsze wychodzi idealnie. Jak zawsze mam problem z najprostszymi rzeczami. Wracam na przykład do domu po całym dniu pracy w dusznym biurze z ledwo działającą klimatyzacją, zmęczona i często nawet zniechęcona. Zastaję zazwyczaj masakryczny bałagan, stos niepozmywanych garów, porozwalane ciuchy, papiery i robię się czerwona ze złości.
Jak to wszystko może sobie tak spokojnie leżeć? Czy nikomu to nie przeszkadza? Mam teraz zakasać rękawy i to wszystko sprzątnąć, doprowadzić do ładu? W ten sposób jestem jeszcze bardziej zła i zniechęcona, strzelam piorunami.

Ostatnio przechodzę jakąś przemianę. Nie przejmuję się aż tak bardzo, ale gdzieś tam podświadomie kłuje mnie ten nieporządek. Chociaż teraz potrafię usiąść na środku tego bałaganu
i go ignorować, nie jest to całkiem cel moich starań. Nie chcę czuć nawet tego ukłucia wkurzenia. Mam nadzieję, że małymi kroczkami dojdę do celu. Być może za bardzo skupiam myśli na tym całym „bajzlu” i nie do końca przestaje się tym przejmować. Ale przecież, jeśli moja ręka tego nie dotknie tego przez kilka dni, to świat się nie zawali. Może dotknie tego jakaś inna ręka. Może doceni to, że czasem tej „syfek” po prostu znika w magiczny sposób.

Są jeszcze inne aspekty życia, w których warto jest odpuścić – nie skupiać na tym myśli. Zdobyć się na przekonanie, że będzie ok, że ten świat naprawdę się nie zawali.

Czasem trzeba odpuścić w pracy. Dać sobie odpocząć za gonieniem za premią na przykład na 2 dni. Naładuje się wtedy baterie a później można śmigać. Ważne żeby to robić bez wyrzutów sumienia, z przekonaniem, że zasługujemy na to. Bo tak przecież jest. Zasługujemy na odpoczynek, czas dla siebie, na chwilę zastanowienia, na zmianę planów. Jeśli nikogo tym nie krzywdzimy to naprawdę warto spróbować i ćwiczyć to zwolnione tempo aż do skutku.

Jeśli chodzi o miłość to chyba sama jestem przykładem, że szukanie na siłę całkowicie mija się z celem. Kiedy przestałam szukać, mieć nadzieję, przestało mi zależeć to zjawiła się tak niepozornie, zupełnie niechciana i tak już sobie została. Nie trzymam jej na siłę ale doceniam.
W związku też czasem trzeba odpuścić ale to już chyba materiał na odrębny wpis.

Nie umiem sobie jeszcze poradzić z pieniędzmi. Cały czas skupiam się na ich braku.
Pracuję i pracuję, wyliczam, szukam ale gdy tych pieniędzy nie ma to zawsze tak naprawdę mi się udaje. Nie chcę milionów ale też nie chcę się ciągle martwić. Kiedy nie mam tych pieniędzy staram się dziękować za to co jeszcze mi zostało. To dla mnie najcięższy aspekt w odpuszczaniu. Jest ciężko, wiadomo.

kermitPodsumowując, kolejny raz chciałam powiedzieć, że trzeba żyć z jakimś zdrowym rozsądkiem
i zacząć rozglądać się dookoła siebie. Kluczem jest chyba odczuwanie wdzięczności za wszystko, co się ma , nie skupianie się za bardzo nad tym, czego się nie ma i dbanie o siebie. Więc dbajmy o siebie tak jak tylko to możliwe i codziennie dziękujmy nawet za te najmniejsze, czasem na pozór mało istotne rzeczy.